Facebook
  • Odkryj niezbadane piwnice w północnej części fortu...

Podziemia Fortu Ostróg których jeszcze nie znamy

Sieć zawiłych i tajemniczych wąskich korytarzy oraz pionowych  szybików spowija wielopoziomowo Fort Ostróg. Wiele z nich kończy się nagle choć chciałoby się mieć wrażenie, że powinny biegnąć dalej. Niektóre zwężają się bez wyraźnego powodu  chyba tylko po to, aby po kilku metrach poszerzyć się lub przerodzić  w pionowy szybik, który po kilku metrach brnie poziomo dalej  na kolejnej kondygnacji. W obecnej chwili prezentujemy zachodnią część podziemnego, fortowego labiryntu. Więcej z cyklu „Fort jakiego jeszcze nie znamy”: Podziemia Fortu Ostróg których jeszcze nie znamy Kolejna tajemnica Fortu Ostróg Gehenna fińskich jeńców na srebrnogórskim forcie Skąd pochodzi nazwa Fort...

Kolejna tajemnica Fortu Ostróg

Podczas porządkowania terenu przed Fortem Ostróg: niwelacji starego gruzowiska, wybierania i układania kamieni, które przez lata odpadały z murów, odsłoniły się otwory okienne, prowadzące wąską szczeliną do wnętrza tajemniczych piwnic, których jeszcze nie znamy. W chwili obecnej możemy z całą pewnością stwierdzić, iż przynajmniej w części północnej Fortu, są niezbadane piwnice, o których nie wiemy prawie nic. Możemy jedynie domyślać się, że są wielkie i rozległe. O piwnicach tych wspominali także jeńcy z oflagu VIII B, gdyż to właśnie przez nie planowali ucieczkę. Fort musiał posiadać olbrzymie podziemia; takie wówczas były potrzeby. Obiekt tego typu, ze względów strategicznych, powinien być samowystarczalny podczas ewentualnego oblężenia. Z pewnością posiadał olbrzymie magazyny na produkty żywnościowe zapewniające funkcjonowanie przez wiele miesięcy. Przekazy i legendy, dotyczące tego miejsca, z upływem czasu zaczynają się sprawdzać. Otóż pewnego dnia przyszedł na Fort starszy pan z żoną i zapytał czy mógłby wejść do środka. Chciał pokazać jej miejsca swych zabaw z młodzieńczych lat. Po wejściu rozejrzał się dookoła i natychmiast zaczął opowiadać o tym gdzie biegał, gdzie się bawił. Ja natomiast zacząłem dopytywać, co zmieniło się w obiekcie. Pan Tadeusz, bo tak miał na imię, stwierdził, że zmieniło się tutaj bardzo dużo. Tuż po wojnie Fort Ostróg, zdaniem rozmówcy, był w nawet niezłym stanie: zachowane drzwi i drewniane okna, a wewnątrz obiektu kaloryfery, instalacja elektryczna i gazowa. Pan Tadeusz, zaraz po przyjeździe wraz z rodzicami do Srebrnej Góry, szukał kontaktów z rówieśnikami. Miasteczko wówczas zasiedlali głównie Cyganie. Nadal było jeszcze wielu Niemców. W gronie nielicznych polskich osadników opowiadano o górujących nad miasteczkiem, budzących grozę, budowlach. Raz mówiono, że siedzą tam bandyci, a to znów, że są zaminowane gdyż Werwolf ma w ich swe kryjówki. Komu życie miłe, niech się tam nie pcha. Gadano tak pewnie ze strachu, bo chyba tak naprawdę nikomu nie chciało się iść sprawdzać. Po pewnym czasie dobrałem sobie dwóch kompanów i właśnie od Fortu Ostróg, tego gdzie się właśnie znajdujemy, zaczęliśmy go obserwować. Na forcie Szpicberg (taką nazwę miał wówczas) wielokrotnie widzieliśmy przebywającego tam człowieka, którego pewnego dnia rozpoznaliśmy w miasteczku. Był to Niemiec, który dziwnym trafem znał się bardzo dobrze z dwoma milicjantami, którzy wówczas stanowili polską władzę. Niemiec ten często znikał gdzieś w samym Forcie, a czasem w tej suchej fosie. Pewnie miał jakieś znane tylko jemu dobrze ukryte wejścia. Zapytałem pana Tadeusza czy pamięta coś niezwykłego lub jakieś zdarzenie, a może jakieś zasłyszane historyjki z tamtych lat, owszem odpowiedział mi, że pamięta i to wiele. Np. mówiono, że zaraz przed końcem wojny przywożono do tego Fortu z pobliskiego Kamieńca Ząbkowickiego wiele transportów, były w nich cenne muzealia, obrazy i kosztowności, jednym słowem ogromne bogactwo. Właśnie tu, wewnątrz Fortu stały dwa pancerne samochody i pluton esesmanów, którzy pilnowali. Zapytałem, gdzie mogli to wszystko schować, skoro nie ma tu żadnych podziemi. Pan Tadeusz zapewniał, że są na pewno. „Gdzieś głęboko we wnętrzu góry, są pomieszczenia w których prawdopodobnie pracowali niewolnicy. Pod koniec wojny Niemcy przywieźli dodatkowo grupę Włochów do jakiś prac.” Zapytałem jak to możliwe, skoro w Forcie Niemcy trzymali Polskich oficerów a ci nigdy nie wspominali o innych niewolnikach czy jeńcach. Pan Tadeusz chyba dobrze znał temat, bo natychmiast mi odpowiedział: Ttrzymali ich w absolutnym odosobnieniu, tak, że nawet nie mogli wyjść na mury fortu, gdzieś w połowie 1944 roku wywieźli ich do innego obozu, a pod koniec 1944 roku przywieźli w jakimś celu jeńców włoskich. Mój rozmówca nie wiedział, że swego czasu napisał do mnie Paolo Girardi, Włoch poszukujący informacji o swym ojcu. W liście wyjaśnił, iż tata prawdopodobnie zginął na tym forcie w niewyjaśnionych okolicznościach. Było to na przełomie 1944-1945. Napisał też, że ojciec był inżynierem maszyn precyzyjnych. Pan Tadeusz wspomniał, że zaraz po wojnie, na terenie fortu stały beczki z wiórami metali kolorowych z tokarni lub po jakiejś obróbce. Były tam też wióry zwykłe metalowe. Przypomniałem sobie opowiadanie pewnego milicjanta, śledzącego człowieka, który często nocami przychodził tu na Fort. Przedstawiciel ówczesnej władzy z rozgoryczeniem przyznał, że nigdy nie udało mu się go upilnować, gdyż ten zawsze gdzieś znikał w obrębie fortu. Inwigilowany ponoć handlował wałkami z kolorowego metalu, bodajże z fosforobrązu. Pan Tadeusz twierdzi, że od strony fosy były wejścia pod Fort, zaś dzisiaj nawet nie jest w stanie dokładnie wskazać miejsca. Pewnego razu chcieliśmy wejść do środka korzystając z jednego ze wspomnianych wejść, ale nie mieliśmy latarki i zapaliliśmy szmatę nasączoną smalcem. Gdy weszliśmy kawałek do ciemnego tunelu usłyszeliśmy jakiś dziwny hałas i rzuciliśmy się do ucieczki. Jeden z kolegów został oblany po plecach kwasem, takim jak się napełniało akumulatory. Szczęście, że tam za Fortem, poniżej w lesie, było takie malutkie jeziorko, w którym zawsze łowiliśmy raki. Tam mógł się dobrze umyć. Popaliło mu spodnie, sweter z koszulą, a nawet trochę skórę na plecach. A co do tych wozów pancernych: one pierwszego lub drugiego maja 1945 wyjechały i z braku paliwa pozostawiono je koło Nowej Wsi w wyrobiskach wapiennych. Mam nadzieję, że jeszcze nie raz spotkam ludzi pamiętających dawne lata, zaś odnalezione otwory okienne doprowadzą do kolejnych odkryć. Więcej z cyklu „Fort jakiego jeszcze nie znamy”: Podziemia Fortu Ostróg których jeszcze nie znamy Kolejna tajemnica Fortu Ostróg Gehenna fińskich jeńców na srebrnogórskim forcie Skąd pochodzi nazwa Fort...

Gehenna fińskich jeńców na srebrnogórskim forcie

Historia, którą chciałbym opisać, zdarzyła się pod koniec II wojny światowej. Dotyczy jeńców wojennych z kraju, który w latach II wojny światowej był sojusznikiem hitlerowskich Niemiec. Znane mi źródła o historii fińskich jeńców w srebrnogórskim forcie, nie opisują dokładnie ich prawdziwych losów.     A co mówią świadkowie? Józef z Heidelbergu twierdzi, że pierwszy transport jeńców fińskich przybył do Silberbergu (dzisiejszej Srebrnej Góry) w lipcu lub połowie sierpnia 1944 roku. Przywieziono ich pociągiem, który zatrzymał się na bocznym torze Banhnhof Silberberg. Początkowo zamierzano przetransportować ich w rejon Twierdzy kolejką górską, ostatecznie zdecydowano że pójdą pieszo. Brakowało jednak ludzi, którzy by mogli konwojować ten niecodzienny pochód. Wraz z transportem przyjechało kilku oficerów SS i kilkunastu żołnierzy Waffen SS. Do transportu kolejowego tylu wystarczyło, lecz do eskortowania jeńców – zdecydowanie nie. Zaczęto więc dowozić policjantów z Frankesteinu, dzisiejszych Ząbkowic Śl., a także z kilku okolicznych wiosek. Według wuja Irwina, który był moim rozmówcą, pociąg o randze specjalnego, przybył na stację, wczesnym popołudniem. Transport stał na bocznicy aż do późnej nocy. Logistyka zajęła Niemcom wiele czasu, mimo, że do pomocy dowieziono także policjantów z sąsiednich wiosek. W końcu, pod dowództwem oficerów SS, sformowano kolumnę jeńców prowadząc krętą drogą w kierunku górnej Srebrnej Góry. Utrzymanie ładu i zachowanie szyku w długiej i rozciągniętej kolumnie sprawiało duże trudności. Konwojujący w żaden sposób nie potrafili porozumieć się z jeńcami. Finowie nie rozumieli niemieckich komend, nie reagowali na nie. Ponadto odgórny rozkaz wyraźnie nakazywał, by traktować ich łagodnie unikając przemocy. Droga była daleka i po jakimś czasie zaczęła się piąć pod górę, jeńcy fińscy szybko się męczyli, więc kilkakrotnie zarządzano postoje. Kolumna maszerowała w kierunku głównego fortu Donjon mijając miejscowość Silberberg i dalej kamienistą drogą zmierzając do fortu Strohhaube, dzisiaj zwanego fortem Słomiane Czepce, należącego do całego srebrnogórskiego systemu obronnego. Należy zauważyć, iż w niedalekiej odległości mijano inny obóz jeniecki, znajdujący się w forcie Hochenstein (po polsku Wysoka Skała). Jeden z policjantów wspominał, że wielu z konwojowaych, gdy podeszli w górę niedaleko twierdzy, było zaniepokojonych, ponieważ nawet nie wiedzieli dobrze, gdzie i po co są prowadzeni. Podczas jednego z postojów Finowie pisali kartki ze swoimi domowymi adresami, wciskając je do rąk policjantom, ci zaś najczęściej odrzucali je gdzieś na bok. Jak później się okazało kartek było bardzo dużo. Nocny wiatr rozrzucił je po całej okolicy. Rano ludzie miejscowi znajdowali je i odnosili na pobliski posterunek policji. Na krótko przed przybyciem jeńców fińskich wspomniany obiekt Strohhaube starannie przygotowano. Postawiono tam wiele wież wartowniczych, kilka małych budek dla strażników, a także gdzieniegdzie postawiono zasieki z drutu kolczastego. Załoga składała się z kilku żołnierzy SS, oraz członków Volkssturmu, których podporządkowano nowo utworzonej jednostce wartowniczej Waffen SS. Na wieżach zamontowano reflektory i karabiny maszynowe, zaś w dużej odległości przed fortem postawiono tablice o zakazie zbliżania się. Zarówno robotnicy, korzystający z pobliskich kamienistych dróg, pracujący na pobliskiej farmie zwierząt futerkowych, jak i drwale zajmujący się wyrębem drzew w tamtych okolicach, musieli się pogodzić z tym faktem. Przybyłych jeńców zakwaterowano w pomieszczeniach starego fortu, w jego kazamatach i przestronnych komorach bojowych. Mówiono w okolicy, że jak dla jeńców, to warunki nie były takie złe. Ich odosobnienie od świata zewnętrznego i od innych jeńców przebywających w okolicznych fortach było, można by rzec, pozorne. Przez fort przewijało się dziennie mnóstwo ludzi z najbliższych okolic, niezbędnych do funkcjonowania fortu, niektórzy wachmani też byli miejscowi, a nawet kucharze byli z jakiegoś pobliskiego miasteczka. Sami Finowie zaprzyjaźniali się z wieloma miejscowymi. Należy dodać, że jeńcy Fińscy mieli kontakt z swoimi rodzinami, gdyż poczta polowa, która była im zapewniona, kursowała regularnie. Po pewnym czasie, nie było żadną tajemnicą dla wszystkich mieszkających wokół, kto w forcie przebywa, dlaczego i co się tam wewnątrz naprawdę się dzieje. W forcie Strohhaube, gdy po kolejnych transportach liczebność jeńców wzrosła, jeszcze pod koniec 1944 roku wprowadzono nieco większą dyscyplinę. Podzielono jeńców na dwie grupy, w jednym skrzydle fortu była grupa „Eins”, a w drugim grupa „Zwei”. Jeńcy pierwszej z nich byli traktowani bardzo dobrze i z szacunkiem, otrzymywali lepsze racje żywnościowe, lepszy tytoń z przydziału niż sami Niemcy, otrzymywali nawet świeżą prasę. Druga zaś grupa miała znacznie gorzej. Stało się tak dlatego, że dowództwo obozu wprowadziło nową politykę namawiania oficerów i podoficerów do wstąpienia w szeregi wojska niemieckiego bądź do innych służb frontowych. Właśnie ci z grupy pierwszej podpisali gotowość służenia w niemieckich oddziałach. Potwierdził tą obozową sytuację Gustaw D., którego dziadek był lekarzem i często bywał w fortach srebrnogórskich. Wspominał on fakt, że nawet wizyty u lekarza były przywilejem tej lepszej grupy jeńców fińskich. Należy podkreślić, że nadchodził czas, kiedy Niemcy na wielu frontach ponosili coraz dotkliwsze straty w ludziach. Liczył się więc każdy dodatkowy żołnierz. Rygor w drugiej grupie był dotkliwy. Bardzo często o czwartej czy piątej rano robiono apele trwające po kilka godzin. Zaś sam zastępca komendanta, Untersturmführer, z pomocą tłumacza potrafił przez godzinę uświadamiać jeńcom o korzyści płynące z przejścia na ich stronę. Niejednokrotnie też bito jeńców bez powodów: za złą postawę, brudne buty czy głupią minę. Wyżywienie tej niepoprawnej grupy było bardzo kiepskie: śniadanie składało się z kubka czarnej cykoriowej albo zbożowej kawy i około 10 dekagramowej kromki chleba, obiadem był litr przeźroczystej zupki z kartoflem lub z brukwią, zaś kolacja była podobna do śniadania, a czasem wydawano zupę, która zostawała z obiadu. Oczywiście, grupa wychodziła codziennie rano i wieczorem do pracy, polegającej na zbieraniu kamieni wokół fortu, znoszenia ich na stosy zaraz przy murach fortu. Trudno odgadnąć, po co to robiono – być może, by jeńcom zająć...

Skąd pochodzi nazwa Fort Ostróg?

Nazwa fortu w Srebrnej Górze pochodzi od nazwy góry na której został zbudowany, ostrego, skalistego wierzchołka charakterystycznie odznaczającego się od innych okolicznych gór (Forteczna Góra) 627 m npm.) Fort przez lata miał różne nazwy: Fort Ostróg Fort Górnik Spitzberg (Festung Spitzberg, Der Spitzberg) Poniżej ciekawe zdjęcia historyczne dotyczące fortu: (dzięki stronie Dolny Śląsk)             Więcej z cyklu „Fort jakiego jeszcze nie znamy”: Podziemia Fortu Ostróg których jeszcze nie znamy Kolejna tajemnica Fortu Ostróg Gehenna fińskich jeńców na srebrnogórskim forcie Skąd pochodzi nazwa Fort...

Facebook