Facebook

Kolejna tajemnica Fortu Ostróg

Opublikowano dnia Cze 21, 2014 w Tajemnice

Opublikuj na Google+Obublikuj na FacebookOpublikuj na Twitterze

Podczas porządkowania terenu przed Fortem Ostróg: niwelacji starego gruzowiska, wybierania i układania kamieni, które przez lata odpadały z murów, odsłoniły się otwory okienne, prowadzące wąską szczeliną do wnętrza tajemniczych piwnic, których jeszcze nie znamy. W chwili obecnej możemy z całą pewnością stwierdzić, iż przynajmniej w części północnej Fortu, są niezbadane piwnice, o których nie wiemy prawie nic. Możemy jedynie domyślać się, że są wielkie i rozległe. O piwnicach tych wspominali także jeńcy z oflagu VIII B, gdyż to właśnie przez nie planowali ucieczkę. Fort musiał posiadać olbrzymie podziemia; takie wówczas były potrzeby. Obiekt tego typu, ze względów strategicznych, powinien być samowystarczalny podczas ewentualnego oblężenia. Z pewnością posiadał olbrzymie magazyny na produkty żywnościowe zapewniające funkcjonowanie przez wiele miesięcy.


Przekazy i legendy, dotyczące tego miejsca, z upływem czasu zaczynają się sprawdzać.
Otóż pewnego dnia przyszedł na Fort starszy pan z żoną i zapytał czy mógłby wejść do środka. Chciał pokazać jej miejsca swych zabaw z młodzieńczych lat. Po wejściu rozejrzał się dookoła i natychmiast zaczął opowiadać o tym gdzie biegał, gdzie się bawił. Ja natomiast zacząłem dopytywać, co zmieniło się w obiekcie. Pan Tadeusz, bo tak miał na imię, stwierdził, że zmieniło się tutaj bardzo dużo.

Tuż po wojnie Fort Ostróg, zdaniem rozmówcy, był w nawet niezłym stanie: zachowane drzwi i drewniane okna, a wewnątrz obiektu kaloryfery, instalacja elektryczna i gazowa. Pan Tadeusz, zaraz po przyjeździe wraz z rodzicami do Srebrnej Góry, szukał kontaktów z rówieśnikami. Miasteczko wówczas zasiedlali głównie Cyganie. Nadal było jeszcze wielu Niemców.

W gronie nielicznych polskich osadników opowiadano o górujących nad miasteczkiem, budzących grozę, budowlach. Raz mówiono, że siedzą tam bandyci, a to znów, że są zaminowane gdyż Werwolf ma w ich swe kryjówki. Komu życie miłe, niech się tam nie pcha. Gadano tak pewnie ze strachu, bo chyba tak naprawdę nikomu nie chciało się iść sprawdzać.

Po pewnym czasie dobrałem sobie dwóch kompanów i właśnie od Fortu Ostróg, tego gdzie się właśnie znajdujemy, zaczęliśmy go obserwować.

Na forcie Szpicberg (taką nazwę miał wówczas) wielokrotnie widzieliśmy przebywającego tam człowieka, którego pewnego dnia rozpoznaliśmy w miasteczku. Był to Niemiec, który dziwnym trafem znał się bardzo dobrze z dwoma milicjantami, którzy wówczas stanowili polską władzę. Niemiec ten często znikał gdzieś w samym Forcie, a czasem w tej suchej fosie. Pewnie miał jakieś znane tylko jemu dobrze ukryte wejścia.

Zapytałem pana Tadeusza czy pamięta coś niezwykłego lub jakieś zdarzenie, a może jakieś zasłyszane historyjki z tamtych lat, owszem odpowiedział mi, że pamięta i to wiele. Np. mówiono, że zaraz przed końcem wojny przywożono do tego Fortu z pobliskiego Kamieńca Ząbkowickiego wiele transportów, były w nich cenne muzealia, obrazy i kosztowności, jednym słowem ogromne bogactwo. Właśnie tu, wewnątrz Fortu stały dwa pancerne samochody i pluton esesmanów, którzy pilnowali. Zapytałem, gdzie mogli to wszystko schować, skoro nie ma tu żadnych podziemi. Pan Tadeusz zapewniał, że są na pewno. „Gdzieś głęboko we wnętrzu góry, są pomieszczenia w których prawdopodobnie pracowali niewolnicy. Pod koniec wojny Niemcy przywieźli dodatkowo grupę Włochów do jakiś prac.” Zapytałem jak to możliwe, skoro w Forcie Niemcy trzymali Polskich oficerów a ci nigdy nie wspominali o innych niewolnikach czy jeńcach. Pan Tadeusz chyba dobrze znał temat, bo natychmiast mi odpowiedział:

Ttrzymali ich w absolutnym odosobnieniu, tak, że nawet nie mogli wyjść na mury fortu, gdzieś w połowie 1944 roku wywieźli ich do innego obozu, a pod koniec 1944 roku przywieźli w jakimś celu jeńców włoskich.



Mój rozmówca nie wiedział, że swego czasu napisał do mnie Paolo Girardi, Włoch poszukujący informacji o swym ojcu. W liście wyjaśnił, iż tata prawdopodobnie zginął na tym forcie w niewyjaśnionych okolicznościach. Było to na przełomie 1944-1945. Napisał też, że ojciec był inżynierem maszyn precyzyjnych.
Pan Tadeusz wspomniał, że zaraz po wojnie, na terenie fortu stały beczki z wiórami metali kolorowych z tokarni lub po jakiejś obróbce. Były tam też wióry zwykłe metalowe.
Przypomniałem sobie opowiadanie pewnego milicjanta, śledzącego człowieka, który często nocami przychodził tu na Fort. Przedstawiciel ówczesnej władzy z rozgoryczeniem przyznał, że nigdy nie udało mu się go upilnować, gdyż ten zawsze gdzieś znikał w obrębie fortu. Inwigilowany ponoć handlował wałkami z kolorowego metalu, bodajże z fosforobrązu.

Pan Tadeusz twierdzi, że od strony fosy były wejścia pod Fort, zaś dzisiaj nawet nie jest w stanie dokładnie wskazać miejsca.

Pewnego razu chcieliśmy wejść do środka korzystając z jednego ze wspomnianych wejść, ale nie mieliśmy latarki i zapaliliśmy szmatę nasączoną smalcem. Gdy weszliśmy kawałek do ciemnego tunelu usłyszeliśmy jakiś dziwny hałas i rzuciliśmy się do ucieczki. Jeden z kolegów został oblany po plecach kwasem, takim jak się napełniało akumulatory. Szczęście, że tam za Fortem, poniżej w lesie, było takie malutkie jeziorko, w którym zawsze łowiliśmy raki. Tam mógł się dobrze umyć. Popaliło mu spodnie, sweter z koszulą, a nawet trochę skórę na plecach.

A co do tych wozów pancernych: one pierwszego lub drugiego maja 1945 wyjechały i z braku paliwa pozostawiono je koło Nowej Wsi w wyrobiskach wapiennych.

Mam nadzieję, że jeszcze nie raz spotkam ludzi pamiętających dawne lata, zaś odnalezione otwory okienne doprowadzą do kolejnych odkryć.

Więcej z cyklu „Fort jakiego jeszcze nie znamy”:

Facebook

Gehenna fińskich jeńców na srebrnogórskim forcie

Historia, którą chciałbym opisać, zdarzyła się pod koniec II wojny światowej. Dotyczy jeńców wojennych z kraju, który w latach II wojny światowej był sojusznikiem hitlerowskich Niemiec. Znane mi źródła o historii fińskich jeńców w srebrnogórskim forcie, nie opisują dokładnie ich prawdziwych losów.  

Zamknij